Brama Orientu

Dziedziniec meczetu błękitnego w deszczu, Stambuł

Stambuł. Jedno z dwóch miast na świecie, które jest położone jednocześnie na dwóch kontynentach. Już ten fakt czyni dawną stolicę państwa seldżuckiego miastem niezwykłym. Jednak prawdziwy fenomen tego miejsca kryje się w jego historii, ale nie nam dane jest o niej pisanie, gdyż jak moglibyśmy zawrzeć w tak krótkim poście materiał na dziesiątki tomów zarówno dla historyków, miłośników sztuki jak i religioznawców?Czytaj dalej

O Bułgarii słów kilka…

Świt w Bułgarii

Mimo że już na dobre zagościliśmy w Turcji, zakochaliśmy się w niezwykle bogatym smaku tutejszej herbaty i słodkich baklawach, codziennie rano budzą nas, a wieczorem nie dają spać nawoływania do modlitwy muezzinów, a pełne energii i wrzawy życie Turków nie pozwala nam na chwilę wytchnienia, to ciągle zalegamy z opisem Bułgarii. Dlatego też ten post zamiast o tym co jest teraz, będzie o tym co już za nami.Czytaj dalej

To nie jest pesymistyczny post…

Poranek

Trudno wstać rano, gdy zegarek wskazuje godzinę 5, a słońce samo jeszcze nie zechciało się pojawić. Trudno podnieść się z krótkiego odpoczynku w cieniu i wyjść na drogę, którą trzeba przejść jeszcze 30 km wśród kurzu i ryku pędzących cieżarówek. Trudno po raz kolejny w chmurze komarów rozbijać namiot. Trudno czasami zrobić jeden mały krok. Trudno…Czytaj dalej

Droga 7C

Wojtek fotografuje serpentyny

Rok 1960, Czechosłowacka Republika Socjalistyczna. W trzecim roku rządów Antonina Novotnego zaczęły pojawiać się głosy niezadowolenia, spowodowane coraz bardziej pogłębiającym się kryzysem, zarówno gospodarczym jaki i społecznym. W przeciągu kolejnych ośmiu lat fala krytyki rządu jak i Pierwszego Sekretarza przetoczyła się zarówno przez środowiska naukowe, literackie, studenckie oraz wewnątrz partii komunistycznej. 4 stycznia 1968 roku Antonin Novotny został odwołany z funkcji I Sekretarza, zachowując jednak stanowisko prezydenta Czechosłowacji, a na jego miejsce powołano Aleksandra Dubceka.Czytaj dalej

Rumuńskich atrakcji część druga

Typowy, rumuński krzyż, w tle Fogarasze

Siedzimy sobie właśnie w motelu. Zdarzało nam się w Rumunii już kilka razy nocować w przeróżnych hostelach, pensjonatach i motelach. Dotychczas złego słowa nie mogliśmy powiedzieć. Wszystko ładnie, czysto i stosunkowo tanio. Niestety tym razem nie trafiliśmy… grzyb, który szumi tu na ścianach jest tak przerażający, że jedynym sposobem, żeby na niego nie patrzeć jest skupienie się na ekranie monitora… Ale właśnie dzięki temu powstaje kolejny post!Czytaj dalej

Witamy w Rumunii

Daria idzie przez pole

Rumunia! Przeczuwaliśmy już wcześniej, że tu się będzie działo… Ale nie sądziliśmy, że już od pierwszych godzin. Chociaż… może to i trochę na nasze własne życzenie. Rano, gdy tylko opuściliśmy jedną z węgierskich, przygranicznych wiosek, rozpętała się się straszna ulewa. Straciliśmy totalnie poczucie kierunku, ale właściciel pomarańczowego, rozpadającego się auta na nasze poparte bogatą gestykulacją i energiczne „Oradea!, Rumunia!” wykrzyknął „Yes!” w tamtą stronę.Czytaj dalej

Polak, Węgier dwa bratanki…

Wojtek pod tabliczką Tokaj

Kolejny kraj za nami! Tym razem przyszło nam się pożegnać w Węgrami i wkroczyć z wielkim hukiem na terytorium Rumunii.
Stare przysłowie mówi: Polak, Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki. I chyba rzeczywiście coś w tym jest. Nie żeby, którykolwiek z Węgrów chciał się z nami bić, a już nie daj Boże pojedynkować na szable, ale w tej przysłowiowej szklance chyba jest jakieś ziarno prawdy. Mimo że ani my, ani Madziarzy, których dane nam było poznać nie pałali jakoś wielką miłością do wysokoprocentowych trunków, to fakt, że jedynym obcym językiem w jakim mówili był niemiecki, sprawiał, że butelka słynnego węgierskiego Tokaju idealnie przełamywała językowe bariery.Czytaj dalej

Słowacja w 5 dni

Rynek w Bardejowie

Nie upłynął nawet tydzień, a nam przychodzi już, żegnać się z naszymi południowymi sąsiadami. Dane nam było zobaczyć tylko mały fragment tego kraju, ale bez wahania możemy powiedzieć, że wiele się dowiedzieliśmy o jego mieszkańcach i zwyczajach tu panujących.
Nie wiadomo czemu przyjęło się myślenie, że Słowacy do zamożnych nie należą. Być może władze do dziś zmagają się z kryzysem, a budynki udostępniane jako baza noclegowa dla turystów pamiętają zamierzchłe złote czasy Bloku komunistycznego. Ale nie oszukujmy się- czy aby w Polsce też tak nie jest?Czytaj dalej

Rivendell

Daria i wujek w lesie

Po niemal 3 tygodniach wędrówki zawitaliśmy do Gorlic. Miasta, które jest nie tylko interesujące ze względu na swoje położenie umożliwiające wędrówki dalsze i bliższe po Beskidzie Niskim, lecz także ze względu na swoją historię. Na uwagę chociażby zasługuje fakt, że to właśnie tutaj miał swoją pracownie Ignacy Łukasiewicz.Czytaj dalej

Czerwony szlak

Ruiny zamku w Olsztynie

Po niemal 500 km dobiliśmy do Skały. Przed nami jeszcze tylko jeden dzień i zakończy się nasza przygoda ze szlakiem Orlich Gniazd, a co za tym idzie także i Jurą Krakowsko- Częstochowską. I choć w pamięci ciągle mamy Jurę, ale Francuską, zdecydowanie możemy polecić także tę w naszym kraju. A wrażenia? Mimo zmiennej pogody i chyba najciekawszego odcinka jeszcze przed nami, ciągle nie możemy wyjść z zachwytu nad skałkami, górkami, zamkami, fortecami i amonitami. Przez kilka lat odkładaliśmy w planach wspinaczkę skałkową tym razem chyba się zmotywujemy do treningów i w jak najkrótszym czasie powrócimy do Jury Krakowsko-Częstochowskiej.Czytaj dalej