O marzeniach

Sala gdyńskiej areny podczas Kolosów

Minął tydzień od spotkania na Gdyńskich Kolosach. Jak było? Ogromna sala i 4 tysiące ludzi wewnątrz. Wszyscy z oczami wlepionymi w wielki ekran. Opowieści o wyczynach, dalekich krajach, a my z naszą jerozolimską prezentacją trochę niepewni… przecież ledwo wyszliśmy za Europę…   Lekki stres na pięć minut przed zabraniem głosu, wdech, pierwsze dwa słowa…

Znajomi pytali nas przed wyjazdem, czy przemawianie przed takim tłumem ludzi nas nie przeraża, czy nie odejmie nam mowy, czy ta ogromna sala nie będzie onieśmielająca. Okazało się, że nie… i to zdecydowanie nie dlatego, że jesteśmy ekspertami od publicznych wystąpień. Najzwyczajniej i najprościej mówiliśmy o tym co przeżyliśmy i czym chcielibyśmy zainspirować, zarazić innych… to wystarczyło. A świadomość, że właśnie rozbawiło się swoją opowieścią kilka tysięcy ludzi jest niesamowita.

Ale właściwie nie o tym miał być ten post. Post miał być o marzeniach. Na Kolosach, podobnie zresztą jak na innych festiwalach podróżniczych jest mnóstwo doświadczonych podróżników, dla których takie wystąpienia to chleb powszedni. Mieliśmy okazję ich posłuchać w zeszłym roku, gdy pojawiliśmy się w Gdyni po raz pierwszy. Siedzieliśmy gdzieś daleko w tyle i podziwiając wszystkich prelegentów zastanawialiśmy się, czy uda nam się kiedyś coś takiego, co zostanie docenione i nominowane do kolosowej nagrody. Czy uda nam się dołączyć do grona, które w tamtym momencie stanowiło dla nas jedynie inspirację, ale wydawało się być nieosiągalne.

I proszę… minął rok… tylko jeden rok. A my w międzyczasie zawędrowaliśmy z Poznania do Jerozolimy, a  w Gdyni – z dalekiego końca Sali do obłożonego mikrofonami stolika prelegentów. I o tym właśnie myśleliśmy wygłaszając naszą prezentację. O tym, że odważyliśmy się podjąć decyzję i spełnić nasze wielkie marzenie. Nie dla słuchaczy, nie dla jury, czy zastępów innych podróżników, tylko dla siebie. Kolosy pozwoliły nam to sobie z podwójną mocą uświadomić.

Dlatego… uważaj gdy siadasz gdzieś w ostatnim rzędzie na jakimkolwiek festiwalu podróżniczym… bo za rok możesz przypadkiem wylądować jako prelegent…. A nasze marzenia? Dawno nie wydawały się być tak blisko. Trzeba tylko umieć wyciągnąć rękę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *