Jerozolimski Status Quo

drabina pod oknem Bazyliki Grobu

Bazylika Grobu Pańskiego w Jerozolimie (przez wiernych obrządku prawosławnego nazywana Bazyliką Zmartwychwstania) to miejsce szczególne dla milionów chrześcijan na całym świecie. W IV wieku, na polecenie cesarzowej Heleny, matki Konstantyna Wielkiego, w miejscu, które zlokalizowano jako wzgórze Golgota, postawiono pierwszą świątynię, najważniejszą spośród wszystkich kościołów chrześcijaństwa ze względu na wydarzenia, które rozegrały się w tym miejscu. Przez szesnaście wieków Bazylika była wielokrotnie burzona, niszczona, okradana, a także podpalana, jednak za każdym razem, można by powiedzieć – z uporem maniaka, była odbudowywana i odnawiana.Czytaj dalej

Jerozolima

Widok z góry Oliwnej na Jerozolimę

Dotarliśmy na miejsce. Trudno opisać co czuje się w takiej chwili, jakie myśli przechodzą człowiekowi przez głowę… Chcielibyśmy podzielić się jakimiś wzniosłymi refleksjami, mądrościami, i odkryciami, które poczyniliśmy przez ostatnie 4 miesiące. Prawdą jest jednak, że nie było fajerwerków, a bramy miasta nie zatrzęsły się przed nami. Wślizgnęliśmy się do bazyliki grobu przez nikogo niezauważeni. Towarzyszyło nam tylko jedno bardzo silne przeświadczenie: było warto!Czytaj dalej

Nareszcie…

Daria Wojtek pod tabliczką Jerozolima

Dziś 17 września. Data która dla nas Polaków ma znaczenie szczególne. Jednak dla nas dwoje 17 września nabrał dziś zupełnie innego znaczenia. Dziś, po niespełna czterech miesiącach od wyruszenia z domu, wreszcie dotarliśmy do upragnionego celu. Dziś, po pokonaniu 3200 km, nareszcie dotarliśmy do Jerozolimy.

Daria pod murami starej Jerozolimy

To nie jest pesymistyczny post…

Poranek

Trudno wstać rano, gdy zegarek wskazuje godzinę 5, a słońce samo jeszcze nie zechciało się pojawić. Trudno podnieść się z krótkiego odpoczynku w cieniu i wyjść na drogę, którą trzeba przejść jeszcze 30 km wśród kurzu i ryku pędzących cieżarówek. Trudno po raz kolejny w chmurze komarów rozbijać namiot. Trudno czasami zrobić jeden mały krok. Trudno…Czytaj dalej

Polak, Węgier dwa bratanki…

Wojtek pod tabliczką Tokaj

Kolejny kraj za nami! Tym razem przyszło nam się pożegnać w Węgrami i wkroczyć z wielkim hukiem na terytorium Rumunii.
Stare przysłowie mówi: Polak, Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki. I chyba rzeczywiście coś w tym jest. Nie żeby, którykolwiek z Węgrów chciał się z nami bić, a już nie daj Boże pojedynkować na szable, ale w tej przysłowiowej szklance chyba jest jakieś ziarno prawdy. Mimo że ani my, ani Madziarzy, których dane nam było poznać nie pałali jakoś wielką miłością do wysokoprocentowych trunków, to fakt, że jedynym obcym językiem w jakim mówili był niemiecki, sprawiał, że butelka słynnego węgierskiego Tokaju idealnie przełamywała językowe bariery.Czytaj dalej

Rivendell

Daria i wujek w lesie

Po niemal 3 tygodniach wędrówki zawitaliśmy do Gorlic. Miasta, które jest nie tylko interesujące ze względu na swoje położenie umożliwiające wędrówki dalsze i bliższe po Beskidzie Niskim, lecz także ze względu na swoją historię. Na uwagę chociażby zasługuje fakt, że to właśnie tutaj miał swoją pracownie Ignacy Łukasiewicz.Czytaj dalej

Czerwony szlak

Ruiny zamku w Olsztynie

Po niemal 500 km dobiliśmy do Skały. Przed nami jeszcze tylko jeden dzień i zakończy się nasza przygoda ze szlakiem Orlich Gniazd, a co za tym idzie także i Jurą Krakowsko- Częstochowską. I choć w pamięci ciągle mamy Jurę, ale Francuską, zdecydowanie możemy polecić także tę w naszym kraju. A wrażenia? Mimo zmiennej pogody i chyba najciekawszego odcinka jeszcze przed nami, ciągle nie możemy wyjść z zachwytu nad skałkami, górkami, zamkami, fortecami i amonitami. Przez kilka lat odkładaliśmy w planach wspinaczkę skałkową tym razem chyba się zmotywujemy do treningów i w jak najkrótszym czasie powrócimy do Jury Krakowsko-Częstochowskiej.Czytaj dalej

Pierwszy etap…

W stronę Częstochowy

Jesteśmy w Częstochowie! To pierwszy przystanek na naszej jerozolimskiej drodze. Mimo że to tylko dziewięciodniowa rozgrzewka, nie było najłatwiej. Temperatury przypominały te z hiszpańskich szlaków św. Jakuba, a gdy wreszcie słońce chowało się za chmurami, pojawiały się gwałtowne burze. Za nami też pierwsze odciski, bóle… właściwie wszystkiego i rozważania nad sensem tak dużego przedsięwzięcia, przy którym odcinek Poznań-Częstochowa wydaje się być niemal nieznaczący. Trudności są jednak przejściowe, bo ciągle podekscytowani patrzymy na kolejne kilometry przed nami.Czytaj dalej